Refleksje

Plemienne pieśni

„Jeśli spotykasz na swojej drodze takie kobiety śpiewaj nad nimi te pieśni – czasem, to będą nawet pieśni bez słów, śpiewając je być może nawet nie będziesz sobie zdawała sprawy jak bardzo są ważne, ale one w jakimś stopniu odmienią ich życie”

 

W ciągu ostatnich dwóch tygodni przewijają się w mojej głowie, jak w albumie, zdjęcia kobiet, które stanęły na mojej życiowej drodze i odegrały szczególną rolę. I w tym kontekście myślę o znaczeniu siostrzeństwa, bliskości kobiet na różnych etapach mojej dojrzałości lub niedojrzałości. Niektóre z nich szły ze mną tylko jakiś odcinek drogi, a z niektórymi idę cały czas. Z niektórymi z nich wędrowałam kiedyś i ta wędrówka miała wpływ na moje „dziś”, a niektórymi wędruję “dziś” i ta wędrówka pewnie ma wpływ na moje „jutro”. Mam ogromną wdzięczność za każdą z nich.

Bóg, kiedyś, niedługo po tym jak się Go spotkałam tak bliżej, powiedział do mnie słowa: „ Na twoich murach, Jerozolimo, rozstawiłem strażników, przez cały dzień i całą noc, nigdy milczeć nie będą. Wy, którzy pamiętacie o Panu, nie szukajcie dla siebie wytchnienia i Jemu wytchnienia nie dajcie, dopóki nie umocni Jerozolimy i dopóki nie uczyni jej chwałą na ziemi.” (Iz 62 6-7). To były słowa, które w pewnym momencie ukierunkowały moje życie, moje powołanie, osadziły mnie jako część czegoś większego, żywego ciała Boga tu na ziemi – wspólnoty ludzi (ale nie o tym ten tekst). Natomiast ostatnio jakoś odkrywam znaczenie tych słów nie tyle w kontekście powołania, ale w kontekście mojego osobistego życia. Strażnicy rozstawieni na murach Jeruzalem…te słowa nabierają dla mnie nowego znaczenia, wyraźnie dostrzegam „strażniczki”, które pojawiały się na moich „murach” przez lata. Od lat spotykam na swojej drodze absolutnie wyjątkowe kobiety, które pomogły mi przejść jakiś etap drogi. Nie wiem, może to coś zwyczajnego, może każdemu to się przydarza, a ja mam złudzenie, że mi się przydarza coś wyjątkowego, nawet jeśli tak jest to wolę pozostać w tym złudzeniu.
Droga ludzka, jak to droga, wiedzie przez różne zakrętasy, wzniesienia i spadki. Różnie to bywa z naszą siłą na tej drodze, czasem mamy jej więcej a czasem mniej, czasem gdy idziemy to mamy wrażenie, że idziemy już ponad swoje siły, ale jakoś tak się dzieje, że ciągle idziemy (ostatnio gdy byłam w górach z jedną tych niezwykłych kobiet , to miałam wrażenie że szłam już na autopilocie, bo pokonałyśmy rekordową dla nas górską odległość). I dla mnie w tej drodze wyjątkowe znaczenia ma obecność konkretnych, wierzę, że nieprzypadkowych kobiet. Zdałam sobie sprawę, że nigdy nie szłam sama, zawsze była obok mnie jakaś wyjątkowa, mądra kobieta. Niektóre z nich towarzyszyły mi tylko krótki odcinek drogi, z niektórymi szłam krótkie dystanse, a z niektórymi przechodzę maratony, ale każda z nich wniosła coś istotnego do mojego życia. Czasem widziałam w nich moje strażniczki dane mi przez Boga, gdy jedna znikała za horyzontem pojawiała się inna, i tak jest przez cały czas trwania mojej drogi – zdałam sobie sprawę, że w zasadzie od pewnego momentu nigdy nie byłam sama. Czasem się czułam tak, jakby ktoś czuwał, aby za moimi plecami zawsze znajdowała się choć jedna strażniczka. To wielki dar. Kobiety pomogły mi się odrodzić, pomogły mi odzyskać wartość, gdy nie widziałam jej w sobie, pomogły mi wzmocnić osłabioną tożsamość. Bóg, głównie przez kobiety w moim życiu, pomógł mi odzyskać utracony „diadem”. Jestem wdzięczna za każdą Bożą „kapłankę” , strażniczkę, zwiastunkę, wskazującą drogę, towarzyszkę (niektóre z nich miały w sobie je wszystkie), którą postawił na mojej drodze.

Kiedyś tzw. przypadkiem zdarzyło mi się być świadkiem huculskiego wesela. Pamiętam jak w trakcie wesela usłyszałam opowieść, że wśród huculskich panien młodych w ostatnią noc przed ślubem ma miejsce pewien wyjątkowy rytuał. Wszystkie bliskie kobiety z rodu panny młodej, przez kilka godzin, razem, tkają jej misterne nakrycie głowy śpiewając tradycyjne, ukraińskie pieśni: spotyka się matka, babka, siostry, ciotki. Nie byłam świadkiem tego rytuału widziałam tylko fragmenty nagrań i słyszałam o tym, ale pomyślałam, że to takie symboliczne. Inne kobiety z rodu zakładały swojej „siostrze” „diadem” na głowę. Urzeka mnie ten obraz – jest dla mnie symbolem tego jak bardzo jesteśmy sobie nawzajem potrzebne, jak dobrze mieć blisko siebie kobiety z tego samego „plemienia”. Może nie zawsze łączy nas pokrewieństwo w ciele, ale wspólna droga to może czasem coś o wiele więcej. To błogosławieństwo mieć wokół siebie kobiety , które są w stanie zaśpiewać nad nami pieśń błogosławieństwa, mądrości, wsparcia, gdy czujemy się słabo, gdy tracimy siły, to błogosławieństwo, gdy mamy wokół siebie kobiety, nad którymi same też możemy zaśpiewać taką pieśń. Widzę w tym ogromny dar. Jeśli spotykasz na swojej drodze takie kobiety śpiewaj nad nimi te pieśni – czasem, to będą nawet pieśni bez słów, śpiewając je być może nawet nie będziesz sobie zdawała sprawy jak bardzo są ważne, ale one w jakimś stopniu odmienią ich życie .