Współstwarzanie
5 września 2020
Gdy zaczęłam poznawać Boga, jedną z najdziwniejszych „wiadomości”, jakie usłyszałam było to, że Bóg, gdy do Niego wracamy, daje nam nowe imię. Nie za bardzo wiedziałam o co chodzi, ale budziło to we mnie ekscytację. To jest coś, do czego do tej pory czasem wracają moje myśli i, co mnie porusza. Jak czytam w Biblii te fragmenty, które mówią o nadawaniu przez Boga imienia, prawie zawsze mam ciarki. Niejednokrotnie myślałam, ale jak to możliwe, w jaki sposób miałoby się to zadziać, w jaki sposób mam odnaleźć to nowe imię, no ja się pytam jak??! I co, że niby pewnego dnia się budzisz i nagle wiesz, że masz jakoś inaczej na imię? Albo wstajesz rano zaspana, otwierasz drzwi i twój sąsiad czy sąsiadka mówi do Ciebie – hej Estero czy hej Biegnąca z wilkami 🙂! Zastanawiałam się , czy to będzie jakieś imię, które jest już w Biblii? Jak to ma się zadziać, może jakiś anioł zstąpi i mi to objawi, a może usłyszę to imię w radiu między słowami prowadzącego poranną audycję, a może gdy spojrzę w niebo to chmury ułożą się w moje nowe imię, a może kamienie na drodze do mnie zawołają itp.?
W mojej ukochanej Księdze Izajasza jest napisane:
“Narody ujrzą twą sprawiedliwość, a wszyscy władcy twą chwałę. I będą cię nazywać nowym imieniem, które Pan sam Ci nada. Będziesz wspaniałą koroną w ręku Pana i królewskim diademem w dłoni twego Boga. Już cię nie będą nazywali „Opuszczona” i o ziemi twojej nie powiedzą „Spustoszona”. Lecz nazwą Cię „Moje w niej upodobanie” (…). Nazywać ich będą „Ludem świętym”, „Odkupionymi przez Pana”, a ciebie nazwą „Poszukiwana”, „Miasto nieopuszczone””.
To są na serio, jedne najpiękniejszych słów, jakie kiedykolwiek usłyszałam. A może najpiękniejsze i najczulsze.To słowo jest skierowane do Jeruzalem – ukochanego, wybranego miasta Boga. Jeruzalem to ja – to Ty. Jesteśmy ukochanym miastem Boga – miastem, w którym chce mieszkać i, które chce otaczać chwałą. Zanim Go poznałam nosiłam wiele imion – niektóre z nich to imiona, które nadali mi ludzie, inne – to te, które sobie nadawałam sama. Niestety większość z nich nie była zbyt pochlebna. To były takie imiona pieczęcie albo imiona blizny, które zlewają się z tożsamością, jak ze skórą stając się z nią jednym. Ale przychodzi Bóg i On czyni wszystko nowym. Nie dzieje się to w mgnieniu oka, o nie, zdecydowanie nie dzieje się to na pstryknięcie , nie dzieje się w magiczny sposób – żałuję , moja natura zdecydowanie wolałaby, żeby było inaczej, prościej, szybciej, na skróty. On tak działa, że – WSPÓŁDZIAŁA, współdziała z naszym staraniem, z naszą decyzją, z naszym działaniem – WSPÓŁDZIAŁA – na nowo stwarzając człowieka. Daje mu nowe imię. Gdy rodzimy się na nowo – rodzimy się jeszcze raz w Nim, zgadzamy się na Jego dokonujące się zbawienie w nas – to On na nowo nas stwarza – „WSPÓŁSTWARZA”, i to współstwarzanie może się dokonywać każdego dnia. I zmienia te wszystkie niezbyt przyjemne słowa, które usłyszeliśmy na swój temat albo sami o sobie wypowiedzieliśmy. On swoją miłością je wymazuje, i znowu jesteśmy jak biały kamień, jak przy narodzinach, jak wtedy gdy wychodziliśmy z łona matki, jesteśmy na nowo stwarzani, tylko teraz dzieje się „WSPÓŁSTWARZANIE” czyli stwarzanie z naszym świadomym udziałem. I z nową świadomością, na nowo, uczymy się. Uczymy się chodzić z Nim, uczymy się wybierać z Nim, uczymy się latać w przestworzach z Nim, uczymy się być na fali i nie na fali z Nim – razem. I On wyzwala nas z okowów starych imion, powoli krok po kroku, rok po roku, lata po latach.
Odnalezienie nowego imienia znaczy dla mnie tyle, co odnalezienie albo raczej odnajdywanie, bo to się cały czas dokonuje, nowej tożsamości w Nim. Nie, nie tak, nie do końca tak, bo to może wcale nie nowa tożsamość – to może coś co zawsze było w nas, tylko Bóg chce z nas to wydobyć, pooczyszczać i nadać temu „święty” kształt, święty w znaczeniu boski, poświęcony, namaszczony przez Niego.
I tutaj przypomina mi się fragment pewnej książki Dutch Sheetsa – niech to będzie puenta:
„„W Pałacu Królewskim w Teheranie można obejrzeć jedną z najpiękniejszych mozaik na świecie. Sufity i ściany w pałacu błyszczą się niczym brylanty dzięki odbijaniu światła przez maleńkie kawałki szkła. Na samym początku, kiedy Pałac znajdował się jeszcze w fazie projektu, główny architekt postanowił umieścić na ścianach ogromne tafle lustra. Niestety, po odebraniu pierwszych dostaw z Paryża okazało się, że lustra są doszczętnie potłuczone. Jeden z wykonawców kazał wyrzucić wszystko do śmieci, po czym powiadomił o przykrym fakcie architekta. Ku jego zdumieniu architekt nakazał pozbierać wszystkie wyrzucone fragmenty luster i potłuc je jeszcze bardziej. Otrzymane w ten sposób kawałeczki szkła zostały następnie przyklejone do ścian, które przeistoczyły się w zapierającą dech w piersiach srebrzystą mozaikę , przepięknie lśniąca w świetle słońca”..
I nic już nic nie jest takie samo….
Poprzedni
Kobieta - rzeka
Nowsze
O “Stagnacjo” ma...
Zobacz również
Z podwórka na sceny
9 stycznia 2024
CAŁY ŚWIAT TAŃCZY! MOJA MADRYCKA PRZYGODA
7 września 2022